Mapa strony
 
0,49 zł/min z VAT
Wybierz region
do
Wyjazd od
zł/os.
do
Cena od
 
 
Znajdź swoje
dodaj wspomnienie
Dodaj wspomnienie!
Podziel się swoimi
wrażeniami
z wycieczki
Oceń
 
 
 
 
 
 
Średnia ocena
dobre
Podróż do Egiptu i dalej do Izraela
autor: Władysław
dodane: 2004-04-20
termin-wycieczki: marzec 2004
Wyprawa do Egiptu i Izraela

Planowania zakończone – trwały prawie pół roku. Miałem trochę trudności z namówieniem żony do wyjazdu - po poprzednim pobycie w Egipcie w Safadze nie miała entuzjazmu do wyjazdu. Nastał czas decyzji – JEDZIEMY!

Plan był taki – zwiedzić Izrael i Jordanię, a przy okazji Synaj w Egipcie - czyli decydujemy się wykupić wczasy w Sharm el Sheikh na 2 tygodnie w hotelu trzy- lub cztero- gwiazdkowym z wyżywieniem - w ten sposób mamy zapewnioną bazę i tani transport samolotowy. Wykupiliśmy wczasy dwutygodniowe w Alfa Star w last minute hotel fortuna 3*. Wyjazd miał być 14 marca 2004 z Poznania.

Stawiliśmy się w terminie na lotnisku, ale samolot miał około 3 godzin opóźnienia. Czekanie przedłużało się, a po międzylądowaniu mieliśmy niezłe opóźnienie. Samolot był nowy, warunki doskonałe, a lot przebiegał bez zakłóceń i turbulencji. Jako że lecieliśmy w nocy, w dole widoczne były ścieżki ulic i ogniska miast. Liczyłem uważnie długość trasy, wiedziałem kiedy byliśmy nad Węgrami, Rumunią, Turcją. Dziwne, ale samolot to niesamowity wynalazek, kilkukrotne wcześniej realizowane rodzinne wyjazdy do Turcji zawsze wiązały się z męczącą dwu lub trzydniową wędrówką samochodem przez Europę – a tu dwie godziny i już jesteśmy nad Stambułem!

Wylądowaliśmy około 3.00 czasu polskiego w Egipcie w Sharm el Sheikh, temperatura nie przerażała – była noc i około 16-18 stopni Celsjusza. Przybyliśmy do hotelu około 4.00. nad ranem. Był to hotel REGENCY 3***. Niestety warunki były fatalne – brudno!. Nie jestem księciem z bajki, ale warunki były odstraszające – pościel zaplamiona, prześcieradło zakrywało tylko 1/3 lóżka, popielniczka pełna niedopałków, zdemolowane meble, na pościeli ślady zaplamień – chyba śliny, i wiele włosów (czyli nie była wyprana). Zamek w drzwiach wyłamany – próba interwencji w recepcji nie przyniosła żadnego skutku. OHYDA!!!

Przerażeni z żoną myśleliśmy o dopłacie i zmianie hotelu. Jakoś tą jedną noc (4 godziny) wytrzymaliśmy. Następnego dnia zbywano nas w recepcji, ale po reklamacji u rezydenta wymieniono nam pokój!!!. Ten drugi był już bardzo porządny – wcale nie odbiegał od standardu 4 ****, było czysto i byliśmy już zadowoleni! Zmiana hotelu w Egipcie wiązałaby się z dopłatą około 400 USD za dwie osoby!!! W Polsce taka zamiana to około 400-800 PLN za dwie osoby za dwa tygodnie!

Wyżywienie w hotelu REGENCY było naprawdę doskonałe. Szef kuchni starał się dogadzać wszystkim jak mógł. Nawet można było zamawiać dania na dzień następny. Posiłki były w formie tzw. szwedzkiego stołu, zawsze było do wyboru 2-4 dania gorące, kilka surówek, ciasta, owoce. Obsługa była także miła. Jednak pod koniec wyjazdu w hotelu pojawiło się około 100 Rosjan – i idylla się skończyła. Jedzenia zaczynało brakować najdalej kwadrans po rozpoczęciu jego wydawania (miało być przez 3 godziny). Szanowne Panie Rosjanki pchały ręce do sałatek, dokonując ich degustacji przed pobraniem (gołymi łapami wkładały do ust sałatki), czasem trochę im upadło, ale się nie przejmowały. Dwóch rosłych mężczyzn - Rosjan - wręcz zabrało tacę z sałatkami (miała długość 1 metra) do swojego stolika, i jak gdyby nigdy nic - rozpoczęli jej pałaszowanie. Jednak nie mogliśmy zrozumieć, jak tak nagle jedzenie znikało – przecież wcześniej było go wbród!!!

Po dwóch dniach odkryliśmy tajemnicę znikającego jedzenia. Było to proste – wystarczyło się przyjrzeć dokładnie! Dawni towarzysze z dawnego kraju rad odsunęli kelnerów i sami sobie dozowali porcje – biorąc ile się da, i jeszcze więcej, słowem hulaj dusza! Kelnerzy próbowali protestować, ale nikt ich nie słuchał. Później ta hałastra wędrowała do stolików i tam zaczynało się upychanie jedzenia po torebkach, kieszeniach, reklamówkach, etc. Jak kelner zapytał jedną z pań – co ona robi, ta nie zrażona kontynuowała i odpowiedziała, że jest to jej potrzebne! Tak więc cieszyliśmy się rychłym powrotem do Polski, tym bardziej, że towarzystwo ze wschodu zaczynało libacje alkoholowe już od 11.00, i zaraz było słychać wersje biesiadne piosenek wykrzykiwane ile się da. Nawet interweniowała policja, gdy pijany Rosjanin próbował zgwałcić samotną Polkę (pani około 55 lat!).Tyle o rzeczach nieprzyjemnych! Basta!

Samo Sharm el Sheikh jest miastem tylko dla turystów – enklawa bogactwa otoczona wojskiem i okopami. Zakupów nie bardzo tam można zrobić, bo wszystko drogie i słabej jakości. Sprzedawcy ceny dyktują dopiero po pytaniu: „skąd jesteś?” Czyli czysta abstrakcja. Towary złej jakości – same podróbki. Jedna z Polek kupiła walizkę podróżną – a ta się rozsypała po godzinie!

Sprzedawcy stosują wszystkie chwyty aby zwrócić twoją uwagę. W modzie było zapytanie: „pamiętasz mnie, dlaczego nie?” Każdy naganiacz zagadywał nas w języku rosyjskim. Nawet mnie to bawiło, a jak mówiliśmy z żoną, że nie rozumiemy zawsze w pierwszej chwili widzieliśmy zdziwienie sprzedawcy, a później padało pytanie: „Skąd jesteś?” Jak usłyszeli że „Bolanda” – to od razu zaczynali rozmawiać po angielsku.

Pojechaliśmy do klasztoru Świętej Katarzyny – sami, bez wycieczek, które oferowano za 40-55 USD. Pojechaliśmy autobusem EAST DELTA TRAVEL – czyli odpowiednikiem naszego PKS. Dworzec główny znajduje się w połowie pomiędzy NAAMA BAY a starym SHARM, około 100 m od drogi na wysokości stacji benzynowej. Bilet kosztował około 18 PLN w jedną stronę (28 funtów egipskich). Oczywiście po około 6 kontrolach dokumentów przez wojsko przejechaliśmy przez połowę półwyspu Synaj, zobaczyliśmy Oazę Fajran i dojechaliśmy do Świętej Katarzyny.

Sam klasztor znajduje się około 3 km od wioski. Pojechaliśmy tam taksówką za jakieś 4 PLN. Zwiedzanie klasztoru mieliśmy ograniczone godzinami jego otwarcia, a także powrotnym autobusem. Mieliśmy więc jakieś 3-4 godziny czasu, a klasztor otwarty był tylko przez godzinę. Wewnątrz rzeczy „zwalające z nóg”: cała masa ikon – w tym wiele z VI wieku, wrota do kościoła ufundowane przez cesarza Justyniana Wlk. z VI wieku, krzew gorejący, srebrna trumna ze zwłokami świętej!

Za klasztorem wije się droga na Górę Mojżesza i Górę Św. Katarzyny. Weszliśmy w moją Basią tak wysoko, że widzieliśmy wyraźnie obydwie góry – ale z powodu braku czasu musieliśmy zawrócić. Droga powrotna do SHARM to znowu kilka kontroli wojska, kilka osób zatrzymanych przez nich (sic!- po prostu zabrali ich za autobusu i tyle!). Jednak warto pojechać do tego klasztoru.

Wyjazd do Izraela rozpoczęliśmy znowu na dworcu EAST DELTA TRAVEL, o 9.00 był autobus do Taby. Tam szybkie przekroczenie granicy. No nie tak znowu szybkie, bo izraelskie służby bezpieczeństwa długo nas przesłuchiwały zadając głupie pytania: „gdzie jedziemy?”, „po co?”, „do kogo?” „Jak będziemy zwiedzać?” „Z kim?”, „w jakim będziemy spać hotelu?” Na końcu zakończyli konkluzją, że musimy poczekać aż nas sprawdzą! Trwało to około pół godziny. Później przyszła jeszcze raz jakaś pani i zaczęło się od początku: „gdzie?”, „po co?” , „dlaczego?” „Jak trafimy do hotelu?” „Jak będziemy się poruszać?” Miałem ochotę zabawić się w pomidora!!! Pani jeszcze nam pogroziła, że policja będzie nas obserwować (dokładnie tak powiedziała) i żebyśmy się nie ważyli pracować nielegalnie. Tłumaczenie zaczęło się od początku, w pewnym momencie zażądano ode mnie legitymacji dokumentującej wykonywany zawód (i może jeszcze dyplomu ukończenia studiów?!). Jak już nas spisali, kto jesteśmy, po co jedziemy, a dlaczego i do kogo - to nas wpuścili. Byliśmy tak zdenerwowani, że jeszcze kwadrans przesłuchań- a bym został terrorystą i dobrowolnie zapisał się do OWP!!!.

Oczywiście około godzinę po wjechaniu do Eljatu podszedł do nas pan ze służb ochrony i przepytał: dlaczego siedzimy na ławce w pobliżu lotniska, dlaczego robimy zdjęcia, kręcimy film. Jak już zobaczył że się wygłupia to odszedł. (W Eljacie lotnisko przechodzi przez środek miasta, a że nie jest to miasto duże ,dlatego wszędzie się jest w pobliżu lotniska) Tak wyglądała nasza konfrontacja ze służbami izraelskimi i zaczynaliśmy być bardzo ostrożni - co, gdzie, i po co robimy.

Autobus do Jerozolimy był o 16.45, kosztował 65 NIS (60 PLN), jechał około 4 godzin. Po drodze zatrzymał się na dłużej Ein Boqek na Morzem Martwym. Doświadczaliśmy zmian temperatury i krajobrazu, a w Egipcie pustynie są inne niż w Izraelu. Pustynia Negew i Pustynia Judzka są inne niż pustynie w Egipcie. Pustynia Negew jest porośnięta niskimi drzewami i krzewami. Przypomina sawannę bez trawy. Gdzieniegdzie wyrasta uprawa cytrusów, daktyli, czy ananasów – i jest to oaza zieleni w pustynnym krajobrazie. Z kolei Pustynia Judzka jest trawiasta, łagodnie górzysta – przypomina stepy i pustynie tureckie. Temperatura spadła w ciągu tych 300 km o około 12 stopni!

W Jerozolimie okazało się, że właśnie zabito Szejka Jasima. Miasto było obstawione wojskiem, wszędzie kontrole osobiste i kontrole bagażu. W hotelach pustki. Właściciel hotelu, w którym byliśmy mówił nam, że jeszcze dwa lata temu miał stale około 150-200 gości. Teraz miał ich 15, a czasami ma 25 turystów. Przez kilka dni zwiedziliśmy całą starą Jerozolimę – Bazylikę Grobu Pańskiego, kościoły na Górze Oliwnej – Dominus Flevit, Pater Noster, Bazylikę Narodów, Ogród Getsemani, około 4 więzień Chrystusa, wieczernik, grób Dawida, Dolinę Cedronu, groby proroków, ścianę płaczu, wzgórze świątynne, i wiele innych.

Meczety Al Aqsa i Kopułę na Skale oglądaliśmy tylko z zewnątrz i przez drzwi. Muzułmanie ogłosili żałobę – modły miały trwać trzy dni. Dlatego wszystkie świątynie islamu były zamknięte. Zwiedziliśmy także muzeum Izraela – imponujące! Wybraliśmy się także do Bazyliki Narodzenia Pańskiego do Betlejem. Najpierw kilku taksówkarzy próbowało nas naciągnąć na „wycieczkę” do Betlejem na jedyne 200-250 NIS. Właściciel hotelu poinstruował nas jednak, że spod bramy damasceńskiej kursują minibusy do Betlejem za około 4 NIS. Pojechaliśmy.

Po drodze kierowca minibusa poinformował nas, że wojsko zablokowało Zachodni Brzeg Jordanu i nikogo nie wpuszcza do Betlejem . Ostatni przystanek minibusa był około 300 m od blokady. Szliśmy tam z Basią z duszą na ramieniu – tym bardziej że słyszałem strzały. Żołnierze nikogo nie puszczali, przy nas zawrócili kilka samochodów - ale na nas nawet nie chcieli patrzeć, może wzięli nas za dziennikarzy? Byliśmy obwieszeni aparatami i kamerą, nie mieliśmy innego bagażu. Za granicą Zachodniego Brzegu wynajęliśmy taksówkarza, który nas przewiózł przez linię walk. Właśnie chyba ogłoszono przerwę ponieważ tylko kilku Palestyńczyków rzucało kamieniami w żołnierzy izraelskich. Ci z kolei siedząc na wieżach celowali z karabinów do Palestyńskich bojowników i od czasu do czasu sobie strzelali (sic!).

Dwie ulice były całkiem zablokowane, nie można było nimi przejechać nawet terenowym samochodem. Były na nich barykady, resztki spalonych opon, zniszczone samochody, masa gruzu i kamieni. Zza barykad wyglądali „wojownicy” palestyńscy – młodzi bohaterscy chłopcy, z lękiem i iskrą w oczach rzucali kamieniami bardziej na oślep niż do celu. Udało się nam jakoś przejechać przez linię „frontu”. Jednak to nie był koniec mocnych wrażeń. Pod bazyliką właśnie odbywał się wiec, czy może demonstracja OWP. Nawoływali do walki. Napisy na transparentach były po arabsku – nie mogłem rozumieć ich treści, ale resztki spalonych flag izraelskich wskazywały na treść intencji demonstrantów.

Wojsko (?) i policja palestyńska zablokowały dojście do bazyliki. Z pomocą najętego taksówkarza przeszliśmy przez trzy blokady policji, i znaleźliśmy się w zasięgu demonstracji, ale pod samą bazyliką. Wyglądało to groźnie. Tutaj kazano nam natychmiast wracać - to dla naszego bezpieczeństwa, i powiedziano nam także , że bazylika będzie zamknięta przez okres trzech dni w oznace żałoby związanej ze śmiercią Szejka Jasima.

Udało mi się jednak przekonać szefa posterunku, żeby na chwilę mnie puścił do Bazyliki – niestety była naprawdę zamknięta. Moja żona – piękna poniekąd kobieta – wzbudziła zainteresowanie żołnierzy. Nawzajem się kokietowali, a ja próbowałem się dostać do kogoś, kto by otworzył nam bazylikę. Niestety osoby do których dotarłem nie pomogły mi – powiedziano nam, że klucze ma osoba która otworzy dopiero wtedy, jeśli uzyska zgodę czterech głównych religii, które dzielą bazylikę. Jednak zauważył moją Basię zakonnik, i po rozmowie powiedział, że jest tu polski zakonnik. (dla jego bezpieczeństwa nie podam imienia). Tak udało nam się wejść do klasztoru OO Franciszkanów.

Po chwili przyszedł nasz „Padre”, wysłuchał nas uważnie, zadał kilka pytań, i dopiero wtedy zaprosił do udziału w nabożeństwie. Takim to sposobem znaleźliśmy się w Bazylice Narodzenia Pańskiego. Wśród gregoriańskich śpiewów mnichów przeżyłem mocno wizytę w tym miejscu. Wzruszony z łzami w oczach oglądałem widowisko rodem ze średniowiecza, gdzie zakapturzeni mnisi w dymie kadzideł, przy śpiewie po łacinie odprawili modły w jednym z najświętszych miejsc na ziemi.

Nasza przeprawa przez Betlejem wzbudziła zainteresowanie służb specjalnych (tylko nie wiem których – czy izraelskich czy palestyńskich), zaraz pojawił się mężczyzna, który mówił trochę po polsku i po wejściu do klasztoru (jakim sposobem? – nawet przeor się dziwił!) próbował nas wybadać, kto my jesteśmy, jak długo będziemy, po co przyjechaliśmy, a wszystko utrzymane w duchu przyjaznej rozmowy. Dla naszego bezpieczeństwa chciał nam zapewnić ochronę w drodze powrotnej. Podziękowaliśmy nieznajomemu i pożegnaliśmy się, ale widzieliśmy że wśród mnichów były oznaki niepokoju związanego z tą wizytą! Zostaliśmy następnie zaproszeni przez przeora i naszego ojca na posiłek - i podano nam wspaniały obiad. Ugoszczono nas iście po królewsku. Później długo jeszcze rozmawialiśmy z polskim księdzem.

Życie tam mają oni ciężkie i niebezpieczne. Dwa lata temu terroryści opanowali klasztor i dopiero wojsko izraelskie uwolniło mnichów i zabiło terrorystów. Oblężenie trwało prawie dwa miesiące. Muszą oni dbać o stosunki z miejscowymi władzami i Palestyńczykami, a i Izraelici nie są święci. Później obdarowani przez naszego „Padre” udaliśmy się w drogę powrotną. Po drodze zobaczyliśmy żydowską wersję getta dla Palestyńczyków – tzn. „wielki mur” Żydzi grodzą Betlejem jak dzielnicę Warszawy Niemcy 60 lat temu, odgradzając ją od świata zewnętrznego murem wysokim na około 8 – 10 metrów. I nie robią tego na granicy Zachodniego Brzegu Jordanu, ale na granicy miasta.- bo przecież wokół są osiedla żydowskie – z których nie mogą oni zrezygnować. Tak więc zamkną Palestyńczyków w niczym innym jak tylko w enklawie. Miasto a wokół mur. Żydzi to inteligentny naród, uczą się szybko – nauka z ostatnich 60 lat i lekcja otrzymana w III Rzeszy nie poszła w las ... . A najważniejsze, że porządek musi być - nie będą jacyś Arabowie, Palestyńczycy, czy Polacy włóczyć się po Palestynie!!!Podróżując po Izraelu bez zorganizowanej wycieczki wielokrotnie zmuszeni mieliśmy mieć kontakt z Żydami. Zdarzyło się – tylko dwie osoby były nam przyjazne, ale pozostała część była bezczelna, chamska, lekceważąca i zadufana w sobie. Przy pierwszych kontaktach myślałem, że to może akurat trafiałem na takich ludzi. Niestety nauka po kilku dniach - była taka - oni tacy po prostu są. Mnie wychowano w poszanowaniu innych narodowości, nie jestem i nie byłem antysemitą, wręcz darzyłem Żydów szacunkiem. Jednak oni traktowali nas i innych ludzi podobnie jak „nadludzie” traktują „podludzi”.

Najprzyjemniejsi byli izraelscy żołnierze – oni z dozą lekceważenia i obojętności przynajmniej udzielali nam informacji. Z kolei Arabowie czy Palestyńczycy potrafili być spontaniczni, mili, uprzejmi, starali się być pomocni. Czasami żądali za to „bakszyszu”, ale nie wszyscy, a i odmowa nie powodowała żadnych nieprzyjemności dla nas.

Jeszcze jedna rzecz zdarzyła się ostatnio w Izraelu – przybyło tam około 1,5 mln Żydów pochodzenia rosyjskiego – tak i obecnie językiem „urzędowym” w Izraelu jest nie Jidisz ale rosyjski!!! Także napisy wszędzie są i w Jidisz i po rosyjsku.

Tory przygody wiodły nas dalej nad Morze Martwe do Qumran i Masady, była także kąpiel w Morzu Martwym – przeżycie naprawdę godne!

Powróciliśmy do Egiptu bez żadnych przeszkód, a na granicy wydano nam pozwolenie na pobyt w Egipcie tylko na Synaju (było ono bezpłatne). Wróciliśmy do naszego hotelu i po kilku dniach wróciliśmy do Polski.

Moim zdaniem wycieczka się udała – były tylko trzy nieprzyjemne historie – brudny pokój w hotelu (pierwsza noc), granica z Izraelem, i „wszystko wyjadający” Rosjanie. Poza tym jestem zauroczony. Wycieczkę do klasztoru Św. Katarzyny zrobiliśmy na 10 USD / osoba, a wycieczkę do Izraela za 100 USD/osoba. Jednak Izrael tak nas zmęczył, że zrezygnowaliśmy z wycieczki do Jordanii (może następnym razem).
 
Zobacz także
Three Corners Empire
Hotel *** HB
Cena: 1565 zł
08.06 - 15.06
Sea Sun
Hotel **** HB
Cena: 1599 zł
18.02 - 26.02
forum EGIPT
FORUM [EGIPT]